W kuchni fanowsko, amatorsko i entuzjastycznie.
piątek, 22 kwietnia 2016

Wege obiad, inspirowany kuchnią tunezyjską.

1 łyżeczka oliwy
1 cebula, posiekana
3 ząbki czosnku, zgniecione
2 łodygi selera naciowego, posiekane
2 łyżki przecieru pomidorowego
łyżeczka nasion kminku
łyżeczka słodkiej papryki
łyżeczka mielonych nasion kolendy
łyżeczka harissy
puszka odcedzonej ugotowanej soczewicy, lub ciecierzycy, lub paczka mrożonego bobu (ziarenka obrane z łusek, rozmrożone); u mnie dzisiaj był bób;
1 umyta, obrana, drobno pokrojona cytryna
mała filiżanka kaszy manny

Na oliwie podsmażyć cebulę. Dodać czosnek, seler naciowy i przyprawy, dusić chwilę; dodać przecier pomidorowy, przesmażyć 2-3 minuty. Wlać ok. 1 litra wody. Zagotować, a jak się zagotuje, wrzucić warzywa strączkowe i kaszę. Gotować mieszając 5 minut, dodać cytrynę, gotować jeszcze 5 minut.
Nie oszukujmy się, to danie wygląda nieco jak, hmmm,,,, glut, ale jest naprawdę cholernie dobre. Oczywiście, można je doostrzyć (więcej harissy!), jak kto lubi 

niedziela, 13 marca 2016


Mam chwilowo u siebie bardzo miłego i bardzo oczekiwanego gościa. A za oknem, nie oszukujmy się, mam rozmazany, rozciapkany, deszczowy i zimny koniec zimy: taki moment, kiedy szczególnie tęskni się człowiekowi za ciepłymi, jasnymi, letnimi dniami.

 

http://www.gustoditalia.com

obrazek stąd


Planując obiady dla Joanny, przeglądałam przywiezione z wakacji książki kucharskie i grzebałam po słoikach z przyprawami, i w końcu wymyśliłam. Przy okazji wymyśliłam, skądinąd, temat na mały cykl na blogu: dania inspirowane moimi ulubionymi miejscami z wakacji.

Na początek - Kalabria. Byłam tam w zeszłym roku, w towarzystwie kol. Drakainy ścigającej swoje kolejne napoleońskie obsesje. Przy okazji tychże wylądowałyśmy w Pizzo di Calabria, gdzie Drakaina odprawiała egzekwie, a ja łaziłam po sklepach. No, sklepikach. Głównie tych z żarciem.

Kuchnia kalabryjska jest pikantna, to po pierwsze; ostra, bardzo aromatyczna, prosta przy tym, bo to był zawsze dość ubogi region. Sporo jest tu, jak by to ująć, przetworów i zapraw: sosów (jak bomba calabrese, której używam w poniższym przepisie), wędlin (jak 'nduja, kalabryjska surowa metka, składająca się w 1/3 z pepperoncino) i suszonych ryb. Nie chcecie wiedzieć, ile ja stamtąd słoików i torebek z przyprawami wywiozłam.

 

Aha: wspomniana w wikipediowym artykule lodowa specjalność Pizzo, tartufi - lodowe kule, nadziewane lodami w innym smaku i podane z owocami lub orzechami - jest  totalnie obłędna. 

 

Spaghetti a la calabrese

 

 Na 2 osoby:

 

½ paczki spaghetti
1 mały pojedynczy filet z kurczaka, pokrojony w wąskie paski
½ małej bulwy fenkułu, pokrojonej w cieniutkie plasterki 
łyżka oliwy
1 mała szalotka, posiekana
skórka z 1 pomarańczy, otarta
½ szklaneczki białego wina
pięć posiekanych czarnych oliwek
pięć przekrojonych pomidorków malinowych, jak najmniejszych
1 łyżeczka kalabryjskiej pikantnej pasty z warzyw, grzybów i pepperoncino („bomba Calabrese”)
½ łyżeczki nasion fenkułu
sól
pieprz

Nastawiłam makaron. Na suchej patelni uprażyłam nasiona fenkułu; dodałam oliwę, potem szalotkę, a po chwili czosnek. Lekko przysmażyłam, dodałam mięso, wsypałam skórkę z pomarańczy. Po chwili dodałam pomidorki i fenkuł. Obsmażyłam, dodałam pastę kalabryjską, po kolejnej chwili wlałam wino.  Dusiłam, póki wino nie odparowało; dodałam oliwki, całość wyłożyłam na makaron i podałam. 


 



piątek, 04 marca 2016

Jak by to ująć – zapracowana jestem i zagoniona, by nie rzec – zapisana w kolejnych zadaniach na przedwczoraj.  Moje ostatnie gotowanie, innymi słowy, zasadniczo ogranicza się do rzeczy, Które Robią Się (Mniej Więcej) Same.

zdjęcie: en.wikipedia.org

zdjęcie z wikipedii.
Ja nie mam takiego fajnego garnka, ale zupa, nie powiem, wyglądała podobnie :)

Z tego cyklu były Tex-Mexowe kiełbaski, były pieczone kiszki ziemniaczane (Uwaga lokowanie produktu: Kaufland na moim osiedlu je ma!) z marynowaną przez noc w soku jabłkowym, a potem upieczoną razem z kiszkami piersią z kurczaka – a dzisiaj był przegląd lodówki. W które, jak się okazało, zalega mnóstwo resztek warzyw. Rzut oka na szafkę uświadomił mi że, owszem, resztki chleba też mam.

No to co? Jest zimno, jest paskudnie, są resztki – robimy ribollitę.

Ribollitę jadłam we Włoszech w paru miejscach, ale kojarzy mi się głównie z Toskanią. Moja wersja jest, oczywiście, wariacją na temat – zawiera zastępstwa (inne liście!), jest na skróty (fasola) i powstała z warzyw, które akurat były w domu. Mam jednak wrażenie, że przynajmniej do pewnego stopnia odpowiada duchowi, jeśli nie literze, oryginału…


Ribollita

¼ pora
1 szalotka
2 ząbki czosnku
1 mała papryczka pepperoni
1 łyżeczka nasion fenkuła
2 łyżki oliwy

Oliwę rozgrzać. Podprażyć przez moment przyprawy. Wrzucić szalotkę, por i czosnek, podsmażyć, aż nie zmięknie.

2 łodygi selera naciowego, pokrojone
1 marchewka, pokrojona w cienkie półplasterki
2 brukselki, pokrojone w kawałki
1 liść laurowy
spora szczypta tymianku
½ łyżeczki soli

Dorzucić warzywa na patelnię/do garnka, dodać liść laurowy, tymianek i sól. Przykryć, zmniejszyć maksymalnie ogień, dusić pod przykryciem jakieś 20-30 minut.

1 puszka fasoli białej, zachować wodę!
garść siekanego zielonego (najlepiej twardawego, typu: włoska kapusta, liście kalarepy itd.; jak mamy np. szpinak, liście mniszka etc., można je dodać nieco później)
1 puszka pomidorów
5 kromek suchego chleba


Do warzyw wlać całą puszkę fasoli i zielone warzywa, pogotować 5 minut. Wlać puszkę pomidorów. Pogotować 5 minut. Dodać chleb. Uzupełnić wodą,  bo chleb mocno wchłonie płyn z zupy. Przykryć, gotować jakieś 20 minut.

Przyprawić na koniec solą, pieprzem, ewentualnie dodać trochę chili. Skropić oliwą, podawać.

 

Jest dobre. Pożywne, warzywne, bardzo zimowe, mocno w typie comfort food – i rewelacyjnie zużywa warzywne i chlebowe resztki z kuchni. Polecam!



piątek, 26 lutego 2016

Szybko - w przerwie pisania kolejnej książki - zimowy obiad. Kiełbaski a la Tex Mex.

 


Dla 4 osób:
4 surowe kiełbaski, nie za duże (u mnie wieprzowe, bo były, ale każde spasują)
łyżka pokrojonego w kostkę boczku
puszka kukurydzy
puszka czerwonej fasoli
1/2 opakowania mrożonego groszku zielonego (opcjonalnie)
2 małe cebule
2 ząbki czosnku
puszka pomidorów
2 łyżki przecieru pomidorowego
kubek bulionu (u mnie dzisiaj warzywny, resztka z wczoraj, ale z kostki też pewnie może być)
1/2 kubka wytrawnego czerwonego wina lub, jak kto nie chce, 1/2 kubka wody

Przyprawy:
2 liście laurowe
łyżeczka przyprawy ziołowej meksykańskiej lub zamiast niej w sumie łyżeczka mieszanych: tymianku, mielonej kolendry i oregano
łyżeczka mielonej słodkiej papryki
łyżeczka cukru (idealnie - muscovado, ale nie oszukujmy się, z białym też wyjdzie)
łyżka sosu Worcestershire (można pominąć)

Potrzebne;
patelnia
naczynie do duszenia (ja robiłam w woku :D)

Kiełbaski obsmażyć, przełożyć do naczynia do zapiekania. Na patelni podsmażyć boczek, po chwili dodać cebulę i czosnek, poddusić. Po jakichś 5 minutach dodać pomidory i przecier pomidorowy plus przyprawy. Pogotować 2-3 minuty.
Przełożyć zawartość patelni do naczynia z kiełbaskami. Wlać bulion i wino/wodę, dusić razem na małym ogniu 20 minut. Po tym czasie dodać groszek i odcedzone fasolę z kukurydzą. Dusić jeszcze 10 minut. Na koniec można dodać suszone chili, jak się lubi.
Ja jadłam z pęczakiem, ale z ryżem będzie chyba jeszcze lepsze.



piątek, 11 września 2015

Los postawił chwilowo przede mną poważne zadanie, zostałam mianowicie żywicielem rodziny. Rodzina składa się z osób o kulinarnych gustach i zamiłowaniach dość... hmmm, rozbieżnych, a ja z kolei kiepsko się sprawdzam gotując wyłącznie rosół i schabowego z kapustą (nie żebym nie lubiła, ale ile można). Ergo, przez najbliższe parę dni będę wrzucała tu jadłospis z okazji Tygodnia z Rodziną.

Dziś: jadłospis dzisiejszy. Dość, przyznam, monotonny, bo zdominowany przez smak pomidora. A mianowicie: zupa z pieczonej dyni i pomidorów oraz pasta e fagioli.

 

źródło: pl.wikipedia.org

aparat się zbuntował, obrazek znowu z wiki

 

ZUPA:

pół małej dyni hokkaido, ale ćwiartka innej niedużej też będzie ok
4 pomidory
1 cebula
4 ząbki czosnku
mała gałązka rozmarynu
oliwa (łyżka-dwie)
wywar (dowolny), ok. litra (półtora, jak ktoś woli rzadszą zupę).


Warzywa z oliwą upiec przez 30 minut w 200 stopniach w piekarniku. Czosnek obrać. Zmiksować wszystko, przyprawić, czym kto lubi, rozrzedzić gorącym wywarem. Podałam z natartymi czosnkiem grzankami upieczonymi w piekarniku, skropionymi oliwą.


Pasta e fagioli

Leniwa własna wariacja na temat neapolitańskiego klasycznego dania.

1 puszka białej fasolki
1 puszka pomidorów
1 mały słoiczek koncentrat  pomidorowego
1 cebula
2 ząbki czosnku
łyżka oliwy
łyżeczka świeżego oregano albo szczypta suszonego
ostra papryczka peperoncino, do smaku
3 łyżki siekanej natki pietruszki
1 opakowanie grubszego makaronu

Na oliwie podsmażyć czosnek i cebulę. Jak zmiękną, wlać pomidory, dusić, aż odparują. Dodać koncentrat, przyprawy, dusić jakieś 10-15 minut, aż mocno zgęstnieje. Dodać fasolę i natkę, podgrzać.
W tym czasie ugotować makaron, odcedzić, zostawiając kilka łyżek wody. Makaro wraz z wodą wlać do sosu, podgrzewać razem przez chwilę. Można posypać na talerzach tartym serem (ja dałam pecorino Romano).

wtorek, 07 lipca 2015

Otóż, dawno dawno temu, mniej więcej dwa lata wstecz, dostałam w prezencie książkę kucharską Tunisia: Mediterranean Cuisine, angielski przekład francuskiej książki kucharskiej Fabiena Bellahsena i Daniela Rouche.

Z tej książki pozwolę sobie polecić - na szybko, bo mnie jak zwykle czas goni - danie o nazwie bissara. Moja książka proponuje je jako przystawkę, ale ja przygotowałam je jako danie główne, obiadowe, minimalnie modyfikując przyprawy.

 

Składniki:

puszka pomidorów albo 2-3 duże, obrane ze skóry i posiekane pomidory

szklanka bobu: albo surowy obrany,  albo już ugotowany, też obrany; ja dałam ten drugi, bo mi zostało z wczoraj, i w związku z tym zamiast 15 minut gotowałam go 5

1 jajko

1 cebula

1 czosnek

1-2 łyżki oliwy lub oleju

sól, pieprz, szczypta kminku, szczypta kminu rzymskiego, trochę ostrej papryczki

 

Danie najlepiej robi się na w miarę głębokiej patelni. Cebulę i czosnek trzeba zsiekać, podsmażyć na oliwie. Wlać pomidory, dodać przyprawy, gotować na małym ogniu. I teraz tak:

- albo po 5 minutach dodać obrany surowy bób i razem dusić jakieś 15 minut

- albo, jak u mnie, dać się poddusić pomidorom przez jakieś 15 minut na małym ogniu, po czym wsypać gotowany bób i dusić razem jakieś 5 minut.

Następnie wbić jajko, jak na sadzone, przykryć pokrywką i czekać, aż jajko dojdzie (u mnie: kiedy warstewka białka na wierzchu zacznie się ścinać). Podawać z kuskusem (mój był z cytryną, zieloną cebulką i natką pietruszki).

Smacznego!

 

środa, 10 czerwca 2015

Dzisiejszy wpis jest z cyklu "nie mam czasu", więc będzie krótki i treściwy. Moje ulubione letnie zupy z fasolki i bobu.

 

źródło: en.wikipedia.org

obrazek dzisiaj znowu z wikipedii

 

Korsykańska zupa z bobu i ziemniaków

Paczka mrożonego bobu albo ok. 1/2 kg świeżego
3 ziemniaki
2 łyżki oliwy
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 liście świeżej mięty albo łyżeczka suszonej
sól
pieprz
łyżka soku z cytryny

Bób lekko rozmrozić, obrać z łupinek. Ziemniaki obrać, pokroić w sporą kostkę. Cebulę pokroić w piórka. Czosnek posiekać.

Cebulę podsmażyć na złoto na oliwie. Dodać bób i ziemniaki, podsmażyć, dodać czosnek, smażyć jeszcze 2-3 minuty. Zalać wodą, tak, żeby przykryła warzywa. Przyprawić. Gotować, aż warzywa będą miękkie. Na końcu przyprawić sokiem z cytryny.

Jak ktoś nie może bez mięsa, to po zalaniu wodą można dorzucić 2 łyżki pokrojonego w drobną kostkę wędzonego boczku.

Źródło: Francois Poli, "Toute la cuisine corse/Tutta a cucina corsa", 1983; jedna z tych fantastycznych książek kucharskich, które gdzieś kiedyś znalazłam i które okazały się skarbem. 

 

Zupa z młodej fasolki

Wywar:

kawałek kapusty
1 spore jabłko
1 liść laurowy
2 ziela angielskie
5 kulek pieprzu
2 ząbki czosnku
szczypta korzenia lubczyku, suszonego
szczypta suszonego tymianku lub idealnie macierzanki
łyżka cukru
sól, pieprz

Warzywa

1 marchew
1 mała pietruszka
2 porządne garście fasolki szparagowej
sok z 1/2 cytryny
łyżka octu

Dodatki

pół pęczka koperku
2 łyżki masła
2 łyżki mąki

 

Ugotować wywar z podanych składników. Gdy jabłka zaczną się rozpadać, odcedzić. Do przecedzonego wywaru dodać warzywa, gotować, póki nie zmiękną. Jak już są miękkie, z masła i mąki zrobić jasną zasmażkę. Zasmażyć zupę, gotową posypać siekanym koperkiem w dużej ilości.

Jak ktoś woli kwaśniejszą, jak ja - można dodać octu lub cytryny. Można też zrezygnować z zasmażania i zagęścić zupę w inny sposób - wyjąć z niej 2 duże łyżki warzyw i je zmiksować - ale to nieco zmienia smak.

 

Zupa z młodej fasolki jasiek i jabłek

1 pęczek włoszczyzny plus 1 marchewka
250 gr młodej, miękkiej fasoli jasiek
250 gr jabłek
sok z cytryny
sól
pieprz
2 łyżki masła
2 łyżki mąki

zielona pietruszka

 

Ugotować wywar z włoszczyzny. Wyjąć włoszczyznę, gdy będzie miękka, zużyć do sałatki. Do wywaru wsypać fasolę, włożyć nieobrane, pokrojone w ćwiartki jabłka (idealnie kwaśne papierówki, jak nie, to dowolne w miarę kwaśne). Gotować, aż warzywa zmiękną. Wyjąć jabłka. Zasmażyć zupę (można z tego kroku zrezygnować),  przyprawić solą, pieprzem i dużą ilością soku z cytryny, podać zieloną pietruszką.

 

 

wtorek, 09 czerwca 2015

Namiętnie i cały w zasadzie sezon robię dżemy: z kwiatów, z warzyw, z owoców. Na tym blogu tag "dżemy" jest jednym z lepiej reprezentowanych i postaram się bardzo, żeby się to nie zmieniło.

Dzisiaj pokrótce o dwóch typach dżemach kwiatowych, które robię/robiłam ostatnio.

Po pierwsze - dżemy fiołkowe. Robię dwa rodzaje tychże.

Pierwszy z nich to galaretka z fiołków. Przepis jest uniwersalny, nadaje się do wszystkich jadalnych kwiatków.

2 kubeczki fiołków (jeżeli chcecie bez śladu goryczy - samych płatków; powodzenia w obrywaniu)
1 kubek wody
1 kubek białego wina
2 kubki cukru
sok z 1/2 cytryny (ja tak po prawdzie wolę do tego czerwonego grejpfruta)
opakowanie żelfiksu

Fiołki zalać zagotowaną wrzącą wodą. Zostawić na noc. Rano odcedzić, odcisnąć. Fiołkową wodę wymieszać z sokiem cytrusowym, winem i cukrem, zagotować. Pogotować chwilę, wsypać żelfiks, gotować jeszcze minutę. Rozlać do słoiczków.

 

Tarte fiołki
Zdjęcie by ninedin: bardzo nie-fiołkowy w kolorze przecier z fiołków


Drugi to tarte fiołki. Przepis na nie zapożyczyłam z tego oto cudownego bloga. Generalnie, jest prosty jak drut: trzeba wziąć dwa razy tyle cukru, co fiołków, i ucierać je razem, jak róże w tradycyjnym polskim przepisie. Do słoiczków, ja moje leciutko zapasteryzowałam. Nie mają fiołkowego koloru - ale za to, och, mają prawdziwy fiołkowy zapach!

A poza fiołkami robię właśnie gruzińską konfiturę z płatków róży. Przepis znalazłam w posiadanej od dawna Tradycyjnej kuchni gruzińskiej Jeleny Kiładze. Jest to trzeci, po polskim i  angielskim, przepis na konfiturę z róży, zobaczymy, jak się sprawdzi.

150 gr płatków róży, im bardziej pachnącej, tym lepiej
300 gr cukru
3 szklanki wody

Różę utrzeć z małą częścią cukru, zlać sok do miseczki. Ugotować syrop z wody i reszty cukru, schłodzić. Do chłodnego dodać odciśnięte płatki, smażyć 5 minut. Dolać sok różany. Gotować jeszcze 15 minut na minimalnym ogniu.

niedziela, 31 maja 2015

Miałam przez kilka dni uroczego gościa. A ponieważ bardzo lubię mieć gości, przygotowałam dla gościa menu i zupełnie nieźle się bawiłam, gotując. Jak ktoś chce wiedzieć, co, to proszę bardzo: menu z przepisami poniżej, pod obrazkiem z kawałkiem tegoż menu. 

 

Zdjęcie by ninedin: Tarta grzybowo-botwinkowa

Tarta grzybowo-botwinkowa

 

Lunch 1

Makaron papardelle z sosem serowo-truflowym

 

Ugotować papardelle. Kiedy się gotują, na patelni rozgrzać łyżeczkę masła i łyżeczkę oliwy. Wlać połówkę małego opakowania śmietany, zagotować. Wsypać do gotującej się śmietany utarte na drobnej tarce 25 gr sera (ja dałam grana padano, pewnie też dobry byłby pecorino), przyprawić świeżo mielonym pieprzem, zamieszać, zdjąć z ognia. Na drugiej patelni przysmażyć pokrojone w cienkie plasterki 25 dag pieczarek portobello z odrobiną świeżego lub suszonego tymianku. Włożyć łyżkę posiekanych czarnych trufli w oliwie, dołożyć usmażone grzyby, ewentualnie dosolić, zamieszać. Wymieszać sos z makaronem. 
Szybkie, smaczne, luksusowe. Poleca się.

 

Kolacja 1

Tarta botwinkowa z trzema rodzajami grzybów

Potrzebne:

1 opakowanie ciasta francuskiego
1 pęczek botwinki
4 suszone kapelusze borowików lub podgrzybków, namoczone we wrzątku na 15 minut
25 dag boczniaków
25 dag pieczarek
4 szalotki lub 2 nieduże cebule, najlepiej czerwone
1 opakowanie koziego twarogu
3 łyżki utartego sera typu parmezan, grana padano albo pecorino
Do smażenia: 2 łyżki oliwy, łyżeczka masła
Do przyprawienia: sól, świeżo mielony pieprz, 2 łyżki soku z cytryny, łyżeczka cukru, 1 liść laurowy, szczypta korzenia lubczyku.

Cebulę udusić na połowie oliwy z masłem, aż będzie jasna, nie przysmażona. Odłożyć. Pokrojone grzyby podsmażyć bez soli na reszcie tłuszczu. Botwinkę skroić, ugotować do miękkości buraczków w małej ilości wody z solą, cukrem, lubczykiem i liściem laurowym; jak zmięknie, zakwasić.
Ciasto francuskie lekko podpiec. Na podpieczonym ułożyć cebulę, na niej grzyby, na nich botwinkę; posypać tartym serem, rozłożyć "kleksy" twarożku. Piec 15 minut w 200 stopniach. 

 

Deser

"Crumble" czereśniowo-rabarbarowo-różany

1 łodyga rabarbaru, pokrojona
1 mały słoiczek dżemu (u mnie domowy z czereśni i płatków róży)
kruszonka zagnieciona z 2 łyżek masła i 4 łyżek mąki plus łyżki cukru


Nagrzać piekarnik. Do naczynia na tartę włożyć owoce i dżem, wymieszać. Pokruszyć na wierzch kruszonkę. Zapiec, póki kruszonka nie zbrązowieje.

 

Śniadanie

Było, dla odmiany, normalne; z moich własnych dzieł zawierało jedynie pastę z twarożku i rzodkiewek (z gatunku: każdy to umie zrobić) i dżem czereśniowy z zeszłorocznych zasobów. 

 

Lunch 2

Pierś z kurczaka z pieczonymi ziemniakami i batatami

Potrzebne

I. Pieczeń
1 pierś z kurczaka, zamarynowana na co najmniej 1 h w następującej marynacie:
*łyżeczka oliwy
*szczypta tymianku
*szczypta słodkiej papryki
*szczypta suszonego kopru włoskiego
*szczypta suszonych płatków aksamitek (szafranu imeretyńskiego)

Marynowaną pierś z kurczaka naszpikować 2 pokrojonymi w plastry ząbkami czosnku, upiec do miękkości w 180 stopniach.

II. Ziemniaki
1 batat wielkości dłoni, pokrojony w plastry
2 duże ziemniaki, podgotowane, pokrojone w grube plastry
4 szalotki/2 cebule, pokrojone w kawałki
2 ząbki czosnku, pokrojone w plasterki
5 małych pomidorków
      Do przyprawienia:
*łyżka oliwy
*szczypta cynamonu
*sól
*szczypta papryki wędzonej
*szczypta tymianku
* trochę glasy balsamicznej

Do naczynia do zapiekania wlać oliwę. Bataty, ziemniaki, cebulę, czosnek i pomidory wymieszać w naczyniu do zapiekania. Oprószyć przyprawami, polać glasą balsamiczną. Piec około 1h w gorącym (220 stopni) piekarniku, aż się zrumieni. 

 

Kolacja 2

Sałatka ze stekiem i truflami oraz pomidory a la caprese

I. Sałatka
1/2 mieszanki zielonych sałat
po 1/2 steku z rostbefu/osobę, usmażonego jak kto lubi
łyżka potartego sera (parmezan, pecorino, grana padano)
łyżeczka trufli w oliwie
sól, pieprz, glasa balsamiczna
odrobina oleju (u mnie z awokado)

Zielone sałaty przyprawić serem, truflami i glasą, skropić olejem, na wierzch albo obok ułożyć plasterki steku.

II. Pomidory
4 duże pomidory, z odkrojoną górą i wyjętymi środkami
1 kulka mozarelli, poszarpanej na malkie kawałki i lekko skropionej oliwą
4 liście bazylii, porwane na kawałki.

Pomidory wypełnić mozarellą i bazylią. Proste a efektowne :)

 

Dodam jeszcze, że piłyśmy różowe francuskie wino i aperitif fiołkowy (peket fiołkowy z tonikiem), a także cydr (francuski) i kir breton. Nie naraz, oczywiście.  

piątek, 08 maja 2015

Mam - przyznaję - dwie półki książek kucharskich. I może czasem warto byłoby do nich zajrzeć i się nimi pochwalić.

 


Na pierwszy ogień: Potages et breuvages: mes recettes de sorcière  Brigitte Bulard-Cordeau, przywiezione w tym roku z Francji. Wygląda uroczo i nieco pretensjonalnie, w środku ma sporo przepisów na używanie w codziennej kuchni dzikich roślin.

Wybieram na początek dwa przepisy: na zupę-krem z liśćmi żywokostu i na zupę z gwiazdnicą.

 

Zupa-krem z żywokostu:

5 liści żywokostu
4 małe mączyste ziemniaki
1 szalotka
2 łyżki śmietany
Sól, pieprz

Zagotuj litr wody, ugotuj w niej pokrojone ziemniaki i cebulkę z solą oraz liście żywokostu. Zblenduj na krem, dodaj śmietanę, posyp pieprzem.


Zupa z gwiazdnicy

1 litr bulionu (autorka sugeruje cielęcy, ja pewnie zrobię to akurat na warzywnym)
200 gr drobnego makaronu (nitki)
3 spore garście gwiazdnicy
1 jajko
sól, pieprz

Zagotować bulion, zmieszany z litrem wody. Wrzucić sól i makaron, gotować 10 minut. Opłukaną gwiazdnicę posiekać. W misce rozbełtać jajko, wrzucić gwiazdnicę. Wlać wszystko do zupy, gotować 3 minuty. Posypać pieprzem, podawać.



A co mi tam, dołożę i trzeci:

 

Zupa z liści poziomek

 

2 duże garście liści poziomek
500 gr pasternaku
cebula
sól, pieprz

Zagotować litr wody. Pokroić pasternak i cebulę, wrzucić do wrzątku, gotować do miękkości. Dorzucić liście poziomek, gotować 10 minut. Zmiksować, dodać pieprz i sól.

 
1 , 2 , 3