W kuchni fanowsko, amatorsko i entuzjastycznie.
sobota, 17 września 2016
W celu wzmożenia własnej kreatywności i pracowitości wyjechałam na parę dni poza Kraków w miejsce, gdzie można łazić po łąkach i gdzie da się, skuteczniej niż w moim rodzinnym miasteczku (o Krakowie nie mówiąc), zbierać grzyby. W efekcie przyszłam ze spaceru z siatką grzybów, miseczką ostatnich w tym roku już borówek brusznic, pudełeczkiem pełnym dość wcześnie zebranej, acz wyraźnie już dojrzałej tarniny, torebką świeżej łąkowej zieleniny i wiaderkiem jeżyn.  Z części tego wszystkiego - oraz z dość przypadkowych rzeczy przywiezionych ze sobą z domu, jak półsłodkie wino, powstał niniejszy improwizowany obiad.


część dzisiejszych zbiorów
Risotto z podgrzybkami, kurkami oraz liśćmi poziomki i świeżym szczawiem, garnirowane rydzami smażonymi na maśle


1 torebka ryżu do risotta
1 literatka białego wina, tu: półsłodkiego
1 szklanka bulionu z kostki
4 świeże podgrzybki
garść świeżych kurek
2-3 świeże rydze
1 młoda cebulka z natką
spora garść świeżych liści szczawiu
mała garstka liści poziomek
łyżeczka kwiatów oregano
garść borówek brusznic
łyżka oliwy
łyżka plus łyżeczka masła
łyżka serka typu Bieluch albo podobnego
pieprz i sól do smaku

Grzyby oczyścić. Podgrzybki pokroić drobno razem z nóżkami. Kurki zostawić w całości, tylko największe przekroić na połówki. Rydze (większe) pokroić na ćwiartki, mniejsze na połówki.
Cebulkę pokroić – osobno białą, osobno zieloną część. Białą część cebulki lekko podsmażyć na oliwie, dodać pokrojone podgrzybki, dusić 10’. W tym czasie na łyżce masła podsmażyć ryż, aż zmieni kolor. Podlać winem, czekać, aż się wchłonie. Następnie wrzucić kurki i od tej pory dusić mieszając i podlewając bulionem. Po 10’ wrzucić liście szczawiu, porwane, oraz pokrojone drobno liście poziomek, a także brusznice, zieloną cebulkę i kwiaty oregano. Dusić razem, aż ryż będzie niemal-miękki, al dente.
W tzw. międzyczasie usmażyć na pozostałym maśle rydze. Rydze wyjąć, do masła na patelni kapnąć wody, zagotować i dodać do risotta zamiast ostatniej porcji bulionu.
Kiedy ryż będzie w konsystencji, jaką lubimy, dodać łyżkę serka typu Bieluch, wmieszać. Doprawić pieprzem, ewentualnie solą. Podawać garnirowane smażonymi rydzami.

Na deser było oszukane tiramisu: biszkopty nasączone herbatą zaparzoną z listkami macierzanki piaskowej, na to serek kanapkowy wymieszany z rozgniecionymi widelcem trzema małymi, obranymi ze skórki brzoskwiniami, a na górę warstwa jeżyn ozdobionych kwiatami macierzanki i oregano.



piątek, 09 września 2016

W ramach kontynuacji mojego cyklu o egzotycznych przyprawach dzisiaj dwie wersje suszonych sproszkowanych owoców: anardana, czyli suszone owoce granatu, i amchoor, sproszkowany susz z zielonego mango. Obydwa są kwaskowate w smaku, używa się ich do lekkiego zakwaszania  potraw i dodawania im owocowego posmaku.

 

https://www.amazon.co.uk/Powder-AMCHOOR-AMCHUR-POWDER-POWDERED/dp/B00CBEXVUO

obrazek stąd


Amchoor i anardana używane są w wielu tradycjach kulinarnych; ja do eksperymentu wybrałam potrawę, która zaintrygowała mnie zestawem przypraw, i zrobiłam własną wariację na jej temat (acz moje zmiany nie były wielkie).

Danie, o którym mowa, to wegańskie curry z ciecierzycy i mango. Tu pojawia się pierwsza zmiana: oryginalny przepis domaga się użycia zielonego mango - niedojrzałego; kupienie takowego okazało się trudne, ergo w przepisie użyłam po prostu owocu mango. To nie jest proste danie - to znaczy inaczej: jest proste w wykonaniu i nawet nie morderczo czasochłonne, wymaga jednak posiadania w domu dobrze zaopatrzonej szafki z przyprawami, bo, przy prostocie podstawowych składników, to danie właśnie przyprawami stoi.

Żeby przygotować solidne 4 porcje, potrzebne będą:


2 łyżki oleju kokosowego lub słonecznikowego (ja miałam kokosowy), do smażenia

250 gr suchej ciecierzycy
1 mango, obrane, pokrojone w kostki
1 owoc granatu, obrany
1 świeża ostra papryczka, pokrojona drobno (jak kto lubi)

8 obranych ze skórki pomidorów
2 cebule, obrane
4 ząbki czosnku, obrane
kawałek imbiru wielkości kciuka, obrany

Przyprawy:
łyżeczka nasion kolendry
łyżeczka nasion kminku
łyżeczka nasion czarnuszki
6 goździków
pół łyżeczki nasion kminu rzymskiego

łyżeczka mielonego kardamonu
ćwierć łyżeczki mielonej kurkumy
ćwierć łyżeczki utartej gałki muszkatołowej albo pół łyżeczki kwiatu muszkatowego (nie miałam kwiatu, dałam gałkę)
pół łyżeczki suszonej mięty
pół łyżeczki mielonego cynamonu
pół łyżeczki mielonego chili
pół dużej łyżki anardany (proszku z granatów)
pół dużej łyżki amchooru (proszku z mango)
sól do smaku

Ciecierzycę należy namoczyć na noc (ja zalewam gorącą wodą i zostawiam), rano odcedzić i ugotować do miękkości. Miękką ciecierzycę odcedzić, ale zachować wodę z jej gotowania.
Pomidory potraktować blenderem, aż zamienią się w siekankę z pomidorów.
Podobnie potraktować mieszankę cebuli, czosnku i imbiru: ideałem jest uzyskanie w miarę gładkiej pasty.
Przyprawy, które są w całości (pierwsza grupa, powyżej), trzeba uprażyć na suchej patelni, aż zaczną pachnieć, a potem utrzeć w moździerzu lub zmielić w młynku do przypraw. To zamyka część przygotowawczą.

Olej kokosowy rozgrzać i przez jakieś 15 minut smażyć pastę cebulowo-czosnkowo-imbirową.  Po tym czasie, kiedy już nie jest surowa (powinna się lekko przybrązowić), należy dodać zmielone w młynku przyprawy, a po kolejnych 5 minutach - pomidory i smażyć, póki nie odparują i olej nie pojawi się na powierzchni dania (kwadrans, plus minus). Po tym czasie trzeba dodać ciecierzycę, wodę z jej gotowania i pozostałe przyprawy, te w proszku, włącznie z proszkami z suszonych owoców.
Po kwadransie gotowania tego wszystkiego razem na małym ogniu dorzuciłam - inaczej niż w oryginalnym przepisie - połowę mango, żeby ugotowało się razem z daniem i dodało mu odrobinę słodyczy.

Gotowe danie podałam z ryżem, posypane - i to dodaje rewelacyjnego smaku! - siekanym chili, resztą mango i świeżymi pesteczkami granatu.

poniedziałek, 05 września 2016

W trakcie, kiedy mnie tu nie było, robiłam mnóstwo różnych dziwnych rzeczy, a wśród nich było także kupowanie przypraw. Dużej ilości dziwnych,  nieznanych mi wcześniej przypraw i sosów - po to, żeby spróbować i sprawdzić, czy spasują. 

 


obrazek stąd


Jedną z rzeczy, w jakie się zaopatrzyłam... no dobrze, w tę akurat zostałam zaopatrzona w ramach prezentu - była turecka melasa z granatów. Jej kwaśny smak i owocowy aromat akurat mnie bardzo odpowiada, więc jadłam ją z sałatką i zielonymi sałatami jako dressing, a potem postanowiłam spróbować użyć jej w jakimś bardziej wymyślnym daniu. 

No i wybrałam danie, które o tyle okazało się wymyślne, że wymaga posiadania w domu a) melasy z granatów, b) owocu granatu, w ilości 1 sztuka, co sprawia, że nie jest najtańsze. Jednocześnie jednak ma tę zaletę, że jest naprawdę bajecznie proste w wykonaniu - i obłędnie, ale to obłędnie dobre.

No więc tak. Na duże trzy porcje potrzebne nam będą:

100 gramów orzechów włoskich
1 spora cebula
2 połówki piersi z kurczaka
szklanka  bulionu lub wywaru (ja miałam warzywny z wczoraj)
3 łyżki melasy z granatów
owocki z połówki owocu granatu
łyżeczka masła
łyżka oliwy
łyżka miodu
po ćwierć łyżeczki:
                 czarnego pieprzu, mielonego
                 gałki muszkatowej, mielonej
                 kurkumy, mielonej
                 cynamonu, mielonego

I teraz tak: orzechy prażymy na suchej patelni, aż zaczną pachnieć, po czym miksujemy w malakserze na dość drobne kawałki, odkładamy. Mięso kroimy w kawałeczki, obsmażamy na połowie masła i oliwy, aż się zrumieni, lekko solimy, po czym wrzucamy do garnka z grubym dnem. Na reszcie masła i oliwy podsmażamy cebulę pokrojoną w piórka (nie musi być przypieczona, byle nie była surowa). Cebulę dorzucamy do mięsa, wlewamy bulion i na małym ogniu dusimy pół godziny pod przykryciem. Po pół godzinie dodajemy orzechy, miód i resztę przypraw oraz melasę. Stawiamy na najmniejszym ogniu, jaki mamy do dyspozycji, naprawdę naj-najmniejszym, i dusimy pod przykryciem przez godzinę lub do momentu, kiedy olej orzechowy oddzieli się od reszty potrawy (będzie widać, zdecydowanie). Gotową potrawę posypujemy pesteczkami granatu, podajemy najlepiej z ryżem. Jest niesamowita: lekko pikantna od pieprzu, o wyrazistym, słodko-kwaskowatym smaku i korzennym aromacie.
Myślę, że wersja wege z dynią i ciecierzycą, którą zamierzam niedługo zrobić, też będzie bardzo dobra!

piątek, 22 kwietnia 2016

Wege obiad, inspirowany kuchnią tunezyjską.

1 łyżeczka oliwy
1 cebula, posiekana
3 ząbki czosnku, zgniecione
2 łodygi selera naciowego, posiekane
2 łyżki przecieru pomidorowego
łyżeczka nasion kminku
łyżeczka słodkiej papryki
łyżeczka mielonych nasion kolendy
łyżeczka harissy
puszka odcedzonej ugotowanej soczewicy, lub ciecierzycy, lub paczka mrożonego bobu (ziarenka obrane z łusek, rozmrożone); u mnie dzisiaj był bób;
1 umyta, obrana, drobno pokrojona cytryna
mała filiżanka kaszy manny

Na oliwie podsmażyć cebulę. Dodać czosnek, seler naciowy i przyprawy, dusić chwilę; dodać przecier pomidorowy, przesmażyć 2-3 minuty. Wlać ok. 1 litra wody. Zagotować, a jak się zagotuje, wrzucić warzywa strączkowe i kaszę. Gotować mieszając 5 minut, dodać cytrynę, gotować jeszcze 5 minut.
Nie oszukujmy się, to danie wygląda nieco jak, hmmm,,,, glut, ale jest naprawdę cholernie dobre. Oczywiście, można je doostrzyć (więcej harissy!), jak kto lubi 

niedziela, 13 marca 2016


Mam chwilowo u siebie bardzo miłego i bardzo oczekiwanego gościa. A za oknem, nie oszukujmy się, mam rozmazany, rozciapkany, deszczowy i zimny koniec zimy: taki moment, kiedy szczególnie tęskni się człowiekowi za ciepłymi, jasnymi, letnimi dniami.

 

http://www.gustoditalia.com

obrazek stąd


Planując obiady dla Joanny, przeglądałam przywiezione z wakacji książki kucharskie i grzebałam po słoikach z przyprawami, i w końcu wymyśliłam. Przy okazji wymyśliłam, skądinąd, temat na mały cykl na blogu: dania inspirowane moimi ulubionymi miejscami z wakacji.

Na początek - Kalabria. Byłam tam w zeszłym roku, w towarzystwie kol. Drakainy ścigającej swoje kolejne napoleońskie obsesje. Przy okazji tychże wylądowałyśmy w Pizzo di Calabria, gdzie Drakaina odprawiała egzekwie, a ja łaziłam po sklepach. No, sklepikach. Głównie tych z żarciem.

Kuchnia kalabryjska jest pikantna, to po pierwsze; ostra, bardzo aromatyczna, prosta przy tym, bo to był zawsze dość ubogi region. Sporo jest tu, jak by to ująć, przetworów i zapraw: sosów (jak bomba calabrese, której używam w poniższym przepisie), wędlin (jak 'nduja, kalabryjska surowa metka, składająca się w 1/3 z pepperoncino) i suszonych ryb. Nie chcecie wiedzieć, ile ja stamtąd słoików i torebek z przyprawami wywiozłam.

 

Aha: wspomniana w wikipediowym artykule lodowa specjalność Pizzo, tartufi - lodowe kule, nadziewane lodami w innym smaku i podane z owocami lub orzechami - jest  totalnie obłędna. 

 

Spaghetti a la calabrese

 

 Na 2 osoby:

 

½ paczki spaghetti
1 mały pojedynczy filet z kurczaka, pokrojony w wąskie paski
½ małej bulwy fenkułu, pokrojonej w cieniutkie plasterki 
łyżka oliwy
1 mała szalotka, posiekana
skórka z 1 pomarańczy, otarta
½ szklaneczki białego wina
pięć posiekanych czarnych oliwek
pięć przekrojonych pomidorków malinowych, jak najmniejszych
1 łyżeczka kalabryjskiej pikantnej pasty z warzyw, grzybów i pepperoncino („bomba Calabrese”)
½ łyżeczki nasion fenkułu
sól
pieprz

Nastawiłam makaron. Na suchej patelni uprażyłam nasiona fenkułu; dodałam oliwę, potem szalotkę, a po chwili czosnek. Lekko przysmażyłam, dodałam mięso, wsypałam skórkę z pomarańczy. Po chwili dodałam pomidorki i fenkuł. Obsmażyłam, dodałam pastę kalabryjską, po kolejnej chwili wlałam wino.  Dusiłam, póki wino nie odparowało; dodałam oliwki, całość wyłożyłam na makaron i podałam. 


 



piątek, 04 marca 2016

Jak by to ująć – zapracowana jestem i zagoniona, by nie rzec – zapisana w kolejnych zadaniach na przedwczoraj.  Moje ostatnie gotowanie, innymi słowy, zasadniczo ogranicza się do rzeczy, Które Robią Się (Mniej Więcej) Same.

zdjęcie: en.wikipedia.org

zdjęcie z wikipedii.
Ja nie mam takiego fajnego garnka, ale zupa, nie powiem, wyglądała podobnie :)

Z tego cyklu były Tex-Mexowe kiełbaski, były pieczone kiszki ziemniaczane (Uwaga lokowanie produktu: Kaufland na moim osiedlu je ma!) z marynowaną przez noc w soku jabłkowym, a potem upieczoną razem z kiszkami piersią z kurczaka – a dzisiaj był przegląd lodówki. W które, jak się okazało, zalega mnóstwo resztek warzyw. Rzut oka na szafkę uświadomił mi że, owszem, resztki chleba też mam.

No to co? Jest zimno, jest paskudnie, są resztki – robimy ribollitę.

Ribollitę jadłam we Włoszech w paru miejscach, ale kojarzy mi się głównie z Toskanią. Moja wersja jest, oczywiście, wariacją na temat – zawiera zastępstwa (inne liście!), jest na skróty (fasola) i powstała z warzyw, które akurat były w domu. Mam jednak wrażenie, że przynajmniej do pewnego stopnia odpowiada duchowi, jeśli nie literze, oryginału…


Ribollita

¼ pora
1 szalotka
2 ząbki czosnku
1 mała papryczka pepperoni
1 łyżeczka nasion fenkuła
2 łyżki oliwy

Oliwę rozgrzać. Podprażyć przez moment przyprawy. Wrzucić szalotkę, por i czosnek, podsmażyć, aż nie zmięknie.

2 łodygi selera naciowego, pokrojone
1 marchewka, pokrojona w cienkie półplasterki
2 brukselki, pokrojone w kawałki
1 liść laurowy
spora szczypta tymianku
½ łyżeczki soli

Dorzucić warzywa na patelnię/do garnka, dodać liść laurowy, tymianek i sól. Przykryć, zmniejszyć maksymalnie ogień, dusić pod przykryciem jakieś 20-30 minut.

1 puszka fasoli białej, zachować wodę!
garść siekanego zielonego (najlepiej twardawego, typu: włoska kapusta, liście kalarepy itd.; jak mamy np. szpinak, liście mniszka etc., można je dodać nieco później)
1 puszka pomidorów
5 kromek suchego chleba


Do warzyw wlać całą puszkę fasoli i zielone warzywa, pogotować 5 minut. Wlać puszkę pomidorów. Pogotować 5 minut. Dodać chleb. Uzupełnić wodą,  bo chleb mocno wchłonie płyn z zupy. Przykryć, gotować jakieś 20 minut.

Przyprawić na koniec solą, pieprzem, ewentualnie dodać trochę chili. Skropić oliwą, podawać.

 

Jest dobre. Pożywne, warzywne, bardzo zimowe, mocno w typie comfort food – i rewelacyjnie zużywa warzywne i chlebowe resztki z kuchni. Polecam!



piątek, 26 lutego 2016

Szybko - w przerwie pisania kolejnej książki - zimowy obiad. Kiełbaski a la Tex Mex.

 


Dla 4 osób:
4 surowe kiełbaski, nie za duże (u mnie wieprzowe, bo były, ale każde spasują)
łyżka pokrojonego w kostkę boczku
puszka kukurydzy
puszka czerwonej fasoli
1/2 opakowania mrożonego groszku zielonego (opcjonalnie)
2 małe cebule
2 ząbki czosnku
puszka pomidorów
2 łyżki przecieru pomidorowego
kubek bulionu (u mnie dzisiaj warzywny, resztka z wczoraj, ale z kostki też pewnie może być)
1/2 kubka wytrawnego czerwonego wina lub, jak kto nie chce, 1/2 kubka wody

Przyprawy:
2 liście laurowe
łyżeczka przyprawy ziołowej meksykańskiej lub zamiast niej w sumie łyżeczka mieszanych: tymianku, mielonej kolendry i oregano
łyżeczka mielonej słodkiej papryki
łyżeczka cukru (idealnie - muscovado, ale nie oszukujmy się, z białym też wyjdzie)
łyżka sosu Worcestershire (można pominąć)

Potrzebne;
patelnia
naczynie do duszenia (ja robiłam w woku :D)

Kiełbaski obsmażyć, przełożyć do naczynia do zapiekania. Na patelni podsmażyć boczek, po chwili dodać cebulę i czosnek, poddusić. Po jakichś 5 minutach dodać pomidory i przecier pomidorowy plus przyprawy. Pogotować 2-3 minuty.
Przełożyć zawartość patelni do naczynia z kiełbaskami. Wlać bulion i wino/wodę, dusić razem na małym ogniu 20 minut. Po tym czasie dodać groszek i odcedzone fasolę z kukurydzą. Dusić jeszcze 10 minut. Na koniec można dodać suszone chili, jak się lubi.
Ja jadłam z pęczakiem, ale z ryżem będzie chyba jeszcze lepsze.



piątek, 11 września 2015

Los postawił chwilowo przede mną poważne zadanie, zostałam mianowicie żywicielem rodziny. Rodzina składa się z osób o kulinarnych gustach i zamiłowaniach dość... hmmm, rozbieżnych, a ja z kolei kiepsko się sprawdzam gotując wyłącznie rosół i schabowego z kapustą (nie żebym nie lubiła, ale ile można). Ergo, przez najbliższe parę dni będę wrzucała tu jadłospis z okazji Tygodnia z Rodziną.

Dziś: jadłospis dzisiejszy. Dość, przyznam, monotonny, bo zdominowany przez smak pomidora. A mianowicie: zupa z pieczonej dyni i pomidorów oraz pasta e fagioli.

 

źródło: pl.wikipedia.org

aparat się zbuntował, obrazek znowu z wiki

 

ZUPA:

pół małej dyni hokkaido, ale ćwiartka innej niedużej też będzie ok
4 pomidory
1 cebula
4 ząbki czosnku
mała gałązka rozmarynu
oliwa (łyżka-dwie)
wywar (dowolny), ok. litra (półtora, jak ktoś woli rzadszą zupę).


Warzywa z oliwą upiec przez 30 minut w 200 stopniach w piekarniku. Czosnek obrać. Zmiksować wszystko, przyprawić, czym kto lubi, rozrzedzić gorącym wywarem. Podałam z natartymi czosnkiem grzankami upieczonymi w piekarniku, skropionymi oliwą.


Pasta e fagioli

Leniwa własna wariacja na temat neapolitańskiego klasycznego dania.

1 puszka białej fasolki
1 puszka pomidorów
1 mały słoiczek koncentrat  pomidorowego
1 cebula
2 ząbki czosnku
łyżka oliwy
łyżeczka świeżego oregano albo szczypta suszonego
ostra papryczka peperoncino, do smaku
3 łyżki siekanej natki pietruszki
1 opakowanie grubszego makaronu

Na oliwie podsmażyć czosnek i cebulę. Jak zmiękną, wlać pomidory, dusić, aż odparują. Dodać koncentrat, przyprawy, dusić jakieś 10-15 minut, aż mocno zgęstnieje. Dodać fasolę i natkę, podgrzać.
W tym czasie ugotować makaron, odcedzić, zostawiając kilka łyżek wody. Makaro wraz z wodą wlać do sosu, podgrzewać razem przez chwilę. Można posypać na talerzach tartym serem (ja dałam pecorino Romano).

wtorek, 07 lipca 2015

Otóż, dawno dawno temu, mniej więcej dwa lata wstecz, dostałam w prezencie książkę kucharską Tunisia: Mediterranean Cuisine, angielski przekład francuskiej książki kucharskiej Fabiena Bellahsena i Daniela Rouche.

Z tej książki pozwolę sobie polecić - na szybko, bo mnie jak zwykle czas goni - danie o nazwie bissara. Moja książka proponuje je jako przystawkę, ale ja przygotowałam je jako danie główne, obiadowe, minimalnie modyfikując przyprawy.

 

Składniki:

puszka pomidorów albo 2-3 duże, obrane ze skóry i posiekane pomidory

szklanka bobu: albo surowy obrany,  albo już ugotowany, też obrany; ja dałam ten drugi, bo mi zostało z wczoraj, i w związku z tym zamiast 15 minut gotowałam go 5

1 jajko

1 cebula

1 czosnek

1-2 łyżki oliwy lub oleju

sól, pieprz, szczypta kminku, szczypta kminu rzymskiego, trochę ostrej papryczki

 

Danie najlepiej robi się na w miarę głębokiej patelni. Cebulę i czosnek trzeba zsiekać, podsmażyć na oliwie. Wlać pomidory, dodać przyprawy, gotować na małym ogniu. I teraz tak:

- albo po 5 minutach dodać obrany surowy bób i razem dusić jakieś 15 minut

- albo, jak u mnie, dać się poddusić pomidorom przez jakieś 15 minut na małym ogniu, po czym wsypać gotowany bób i dusić razem jakieś 5 minut.

Następnie wbić jajko, jak na sadzone, przykryć pokrywką i czekać, aż jajko dojdzie (u mnie: kiedy warstewka białka na wierzchu zacznie się ścinać). Podawać z kuskusem (mój był z cytryną, zieloną cebulką i natką pietruszki).

Smacznego!

 

środa, 10 czerwca 2015

Dzisiejszy wpis jest z cyklu "nie mam czasu", więc będzie krótki i treściwy. Moje ulubione letnie zupy z fasolki i bobu.

 

źródło: en.wikipedia.org

obrazek dzisiaj znowu z wikipedii

 

Korsykańska zupa z bobu i ziemniaków

Paczka mrożonego bobu albo ok. 1/2 kg świeżego
3 ziemniaki
2 łyżki oliwy
1 cebula
2 ząbki czosnku
3 liście świeżej mięty albo łyżeczka suszonej
sól
pieprz
łyżka soku z cytryny

Bób lekko rozmrozić, obrać z łupinek. Ziemniaki obrać, pokroić w sporą kostkę. Cebulę pokroić w piórka. Czosnek posiekać.

Cebulę podsmażyć na złoto na oliwie. Dodać bób i ziemniaki, podsmażyć, dodać czosnek, smażyć jeszcze 2-3 minuty. Zalać wodą, tak, żeby przykryła warzywa. Przyprawić. Gotować, aż warzywa będą miękkie. Na końcu przyprawić sokiem z cytryny.

Jak ktoś nie może bez mięsa, to po zalaniu wodą można dorzucić 2 łyżki pokrojonego w drobną kostkę wędzonego boczku.

Źródło: Francois Poli, "Toute la cuisine corse/Tutta a cucina corsa", 1983; jedna z tych fantastycznych książek kucharskich, które gdzieś kiedyś znalazłam i które okazały się skarbem. 

 

Zupa z młodej fasolki

Wywar:

kawałek kapusty
1 spore jabłko
1 liść laurowy
2 ziela angielskie
5 kulek pieprzu
2 ząbki czosnku
szczypta korzenia lubczyku, suszonego
szczypta suszonego tymianku lub idealnie macierzanki
łyżka cukru
sól, pieprz

Warzywa

1 marchew
1 mała pietruszka
2 porządne garście fasolki szparagowej
sok z 1/2 cytryny
łyżka octu

Dodatki

pół pęczka koperku
2 łyżki masła
2 łyżki mąki

 

Ugotować wywar z podanych składników. Gdy jabłka zaczną się rozpadać, odcedzić. Do przecedzonego wywaru dodać warzywa, gotować, póki nie zmiękną. Jak już są miękkie, z masła i mąki zrobić jasną zasmażkę. Zasmażyć zupę, gotową posypać siekanym koperkiem w dużej ilości.

Jak ktoś woli kwaśniejszą, jak ja - można dodać octu lub cytryny. Można też zrezygnować z zasmażania i zagęścić zupę w inny sposób - wyjąć z niej 2 duże łyżki warzyw i je zmiksować - ale to nieco zmienia smak.

 

Zupa z młodej fasolki jasiek i jabłek

1 pęczek włoszczyzny plus 1 marchewka
250 gr młodej, miękkiej fasoli jasiek
250 gr jabłek
sok z cytryny
sól
pieprz
2 łyżki masła
2 łyżki mąki

zielona pietruszka

 

Ugotować wywar z włoszczyzny. Wyjąć włoszczyznę, gdy będzie miękka, zużyć do sałatki. Do wywaru wsypać fasolę, włożyć nieobrane, pokrojone w ćwiartki jabłka (idealnie kwaśne papierówki, jak nie, to dowolne w miarę kwaśne). Gotować, aż warzywa zmiękną. Wyjąć jabłka. Zasmażyć zupę (można z tego kroku zrezygnować),  przyprawić solą, pieprzem i dużą ilością soku z cytryny, podać zieloną pietruszką.

 

 

 
1 , 2 , 3